wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 11
                                                             ****Perspektywa Harry'ego****
Poszliśmy do knajpki na śniadanie bo każdy kazał mi wyluzować. Jednak ja nie jestem jak Niall że uważam ,że jedzenie rozwiąże każdy problem. Ale tu chodzi o duży problem – o Sophie. Przeprosiłem znajomych i Jessice i po zjedzeniu niewielkiej ilości jedzenia chciałem wyjść z kanjpki. Jednak podszedł do mnie Louis i szepnął na ucho:
L:To widać że ją kochasz! Jak nie chcesz wyjść na mięczaka przy chłopakach to się uspokój. A i jeszcze jedno powiedz jej to.
H:Co mam komu powiedzieć?
L:Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi, a raczej o kogo. To widać że pomiędzy wami jest chemia , ale to ty musisz zrobić pierwszy krok debilu.
H:Ale Louis ja serio nie wiem o czym ty do mnie mówisz. - choć tak naprawdę wiedziałem że chodzi o Sophie – Więc daj spokój i wracaj do chłopaków.
L:Przemyśl to co ci powiedziałem Harry. Siema stary.
H:Ta siema. - i poszliśmy w swoje drogi. Lou wrócił do chłopaków i Jess ,a ja ruszyłem w stronę pobliskiego parku. Zawsze tam chodziłem jak miałem jakiegoś doła. Była tam taka polanka z widokiem na niewielki staw. Ten widok zawsze mnie uspokajał. Po drodze rozmyślałem nad tym co powiedział mi Louis i dlatego o mało co nie wszedłem na znak drogowy. Gdyby nie jakaś pani z dzieckiem która krzyknęła do mnie uważaj! Pewnie bym na niego wszedł. Doszedłem do wniosku ,że może Lou ma rację może to ja powinienem zrobić ten pierwszy krok. Nie powinienem czekać bo życie i ukochana przelecą mi przed oczami. Byłem już prawie nad stawem gdy w oddali ujrzałem....

                                                           **** Perspektywa Louisa****
Byliśmy w knajpce na śniadaniu jednak ja nie byłem już głodny. W środku czułem się jak Harry ale nie chciałem tego pokazywać. Jestem nieco bardziej opanowany na zewnątrz niż Harry ale zawsze rozdziera mnie to od środka. Jak zobaczyłem że Harry już się z nami żegna wyszedłem za nim z knajpki pod pretekstem ,że czegoś zapomniał wziąć. Chciałem ,żeby stracił jakiekolwiek szanse u Soph. W końcu to ja ją pierwszy poznałem i opowiadałem o niej chłopakom. No więc powiedziałem mu tak::
L:To widać że ją kochasz! Jak nie chcesz wyjść na mięczaka przy chłopakach to się uspokój. A i jeszcze jedno powiedz jej to.
H:Co mam komu powiedzieć? - zgrywał twardziela
L:Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi, a raczej o kogo. To widać że pomiędzy wami jest chemia , ale to ty musisz zrobić pierwszy krok debilu. - powiedziałem do niego. Miałem nadzieję ,że tak go podpuszczę.
H:Ale Louis ja serio nie wiem o czym ty do mnie mówisz. -ta jasne a ja to idiota? Widzę przecież że ciągle o niej myśli – Więc daj spokój i wracaj do chłopaków.
L:Przemyśl to co ci powiedziałem Harry. Siema stary. - poinformowałem na odchodne.
H:Ta siema
Wróciłem do chłopaków i i Jessici i też chwilę później ruszyłem w stronę domu.

Rozdział 12
                                                        ****Perspektywa Sophie****
Już ponad trzy godziny siedzę nad tym jebanym stawem i nie mam żadnej odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie. Patrzenie w taflę wody zawsze mi pomagało, ale chyba nie tym razem. Już miałam się zbierać gdy nagle na swoich biodrach poczułam czyjeś ręce. Delikatnie się obróciłam żeby sprawdzić kto to i zauważyłam Harry'ego.
H:Co ty tu robisz? Nareszcie cię znalazłem!Tak bardzo się o ciebie martwiłem – i zaczął wyściskiwać z całej siły co mi nie pasowało bo był dość silny.
S:Po pierwsze to mnie puść bo zaraz mnie udusisz Harry – ledwo co wydukałam a on jak na rozkaz od razu mnie puścił. Odpowiedziałam – dziękuję. Nie musiałeś się martwić ,żyję i jestem cała i zdrowa . Przepraszam że tak po prostu wyszłam i zostawiłam kartkę papieru ,ale muszę sobie wszystko przemyśleć, poukładać.
H:Nie masz za co ale na drugi raz informuj nas bardziej co?
S:No dobrze. Więcej tak nie zrobię.
H:To co chcesz iść na lody? – nagle zmienił temat.
S:Harry nie zrozum mnie źle ale nie dzisiaj. Przepraszam was bardzo za zamieszanie. Tylko przynoszę kłopoty. Naprawdę nie dzisiaj.
H:Odmówisz mi? Takiemu przystojniakowi?
S:Przystojniaku naprawdę mi przykro. - i uśmiechnęłam się skrycie
H:A czy mogę chociaż panią odprowadzić do domu ?
S:Oczywiście Panie Styles. Z wielką przyjemnością – i znów się uśmiechnęłam jednak teraz już tego nie ukrywałam. Szliśmy w ciszy jakbyśmy bali się do siebie odezwać. Ja po prostu bałam się odezwać. Gdy doszliśmy pod mój dom powiedziałam do niego:
S:Harry mogę cię o coś poprosić?
H:O co tylko chcesz. - stwierdził, choć widać było że był zmartwiony.
S:Powiedz chłopcom że dziś się ze mną spotkałeś i że żyje. I proszę cię dajcie mi trochę czasu. Jutro nie będzie mnie na uczelni. Dajcie mi trochę czasu , dobrze?
H:Ale ja nie mogę cię tak zostawić z problemami! - prawie wykrzyczał przez co sąsiedzi odwrócili się w naszą stronę.
S:Nie przejmuj się Harry naprawdę. To tylko chwila. Tylko obiecaj mi że o mnie nie zapomnisz.
H:Obiecuję że o tobie nie zapomnę.
S:Dzięku... - i nagle jego usta przywarły do moich w namiętnym pocałunku który o dziwo odwzajemniłam. Zaraz stop! Soph!! Ty się nie możesz zakochać nie w tej chwili! Nie zwalaj tego wszystkiego na innych. Zanim się zorientowałam Harry'ego już nie było. Weszłam do domu, wzięłam ze sobą duży kubek lodów i poszłam położyć się na kanapie pod kocyk. Siedziałam tam tak chyba kilka godzin albo kilka minut. Już nie wiem straciłam poczucie czasu oglądając jakieś durne seriale w telewizji. Nagle dostałam wiadomość. Jednak na dzisiaj wystarczy mi wrażeń więc nie sprawdzałam kto pisze tylko odpłynęłam w krainę Morfeusza.

                                                           ****Perspektywa Louisa****
Byłem bardzo zmartwiony. Kiedy Harry przyszedł wydawał się taki niedostępny ,a kiedy się go spytaliśmy co się stało on tylko powiedział ,że Soph chcę wolnego i mamy się z nią nie kontaktować. Martwiłem się bo wysłałem jej już chyba z 10 wiadomości a ona nie odpisuje. Nigdy tak nie było,że nie odpisuje. Uspokajałem się jedynie tym ,że Harry ją odprowadził pod sam dom więc jest na pewno tam. Może już śpi. W końcu dużo zaszło w ciągu tego tygodnia. Podobno ma jej jutro nie być na uczelni. Tym gorzej chciałem ją zaprosić na romantyczną kolację. Spędzić trochę czasu z nią sam na sam. Bez chłopaków, Jessici tylko ona i ja. Czemu ja zawsze mam w życiu pecha?
                                                            ****Perspektywa Hary'ego****
Wróciłem do domu i opowiedziałem wszystko chłopakom. Oczywiście oprócz sceny z pocałunkiem. Nie mogę im o tym powiedzieć. Najbardziej zdziwiło mnie to że Soph odwzajemniła pocałunek i chyba jej się nawet spodobał ,ale czy mam u niej jakieś szanse? Pocałunek pocałunkiem ,ale nie wiem czy ona coś do mnie czuje. Poza tym powiedziała że chcę trochę czasu. Już sam nie wiem co mam o tym myśleć a nie mam się komu wygadać. Mama i Gemma na pewno wiedziałyby co zrobić ,ale są daleko stąd. Wyjechały na jakieś wakacje czy coś. Nikt mi nie może pomóc , a chłopakom to już o tym pocałunku na pewno nie powiem. Po prostu zaczęliby się śmiać ze mnie jaki to ja idiota jestem itp. Nie wiem co mam robić. Pójdę położyć się spać to podobno pomaga .

Rozdział 13
                                                               ****Perspektywa Taylor****
Kiedy wczoraj wieczorem wracałam sobie do domu zauważyłam na ulicy Harry'ego. Już chciałam do niego podejść gdy pojawiła się jakaś dziewczyna. Zaczęłam ich śledzić i chyba mi się nawet to udało bo mnie nie zauważyli. Chociaż wcześniej nie próbowałam tego robić. Wydawało mi się że szli w ciszy. Nagle stanęli przed jakimś domem jak się później okazało tej ździry. Na w razie czego zapisałam sobie jej adres w telefonie. Najbardziej zabolało mnie to że Harry zaczął się z nią całować. Tak to nie będzie , ta ździra może popsuć moje plany odzyskania Hazzy. Już chciałam podejść i ją spoliczkować za to .gdy ktoś złapał mnie za ramię. Powolnym gestem odwróciłam się. To był Matt. Strasznie go nie lubiłam.
T:Czego ode mnie chcesz Matt?
M:Powiedzmy tak: chcę się zemścić na Harry'm i tej dziewczynie – wskazał palcem tą dziewczynę z którą jeszcze chwilę temu Harry się miział.
T:A co ja mam wspólnego z twoją zemstą na nim co? Ja go kocham.
M:Ale ty tępa jesteś! Chcę w ramach zemsty przelecieć tą jego laskę. Przez nią dostałem manto już dwa razy.
T:A co ma to wspólnego ze mną? Co miałabym robić?
M:Chodź obgadamy to gdzie indziej nie tu przy wszystkich. - ruszyliśmy w stronę szkolnego placyku. Kiedy tam dotarliśmy obmyśliliśmy dokładnie plan. Następnego dnia ruszyłam po potrzebne mi rzeczy do zemsty. Akurat miałam wolne w pracy więc poszłam do galerii. Umówiłam się z Matt'em wieczorem na placyku żeby jeszcze raz obgadać wszystko dokładnie. Ruszyłam w stronę placyku i już tylko czekałam na Matt'a.
*Następnego dnia wieczorem*
                                                    ****Perspektywa Sophie****
Przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku że muszę o tym wszystkim pogadać z Harry'm. Ubrałam się w to co zwykle i wyszłam z domu. Kierowałam się do domu Harry'ego i Louis'a. Bo jeszcze pamiętam drogę. Postanowiłam że przejdę sobie przez park bo tak będzie szybciej.
                                                  ****Perspektywa Harry'ego****

Dzisiaj wieczorem jestem sam w domu bo Louis gdzieś wyszedł ze swoją przyjaciółką Eleonor. Właśnie jadłem sobie kolację gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Myślałem że to Louis zapomniał czegoś wziąć więc ruszyłem w kierunku drzwi wyjściowych by je otworzyć. To co ujrzałem bardzo mnie zszokowało. W przedsionku stała Taylor. Prawie naga tylko w cienkim szlafroku. Nie powiem ciało ona ma boskie. Zaraz! STOP Harry ! Ty przecież kochasz Sophie. Wczoraj się całowaliście. No już ogarnij się! Jednak nim się zorientowałem wylądowałem z Taylor w łóżku. Ta noc w ogóle nie powinna mieć miejsca! Jak się okazało później nie bez przypadku Taylor u mnie była. Rano kiedy się obudziłem nasze rzeczy były porozrzucane po całym moim pokoju. Taylor jednak wczoraj nie zachowywała się normalnie. Były jakieś kajdanki i jakiś bat. Było też wino. I nic więcej nie pamiętam z tej nocy. Wziąłem mój telefon do ręki a tam ujrzałem chyba z 5 nieodebranych połączeń i nagrań pocztowych. Bardzo mnie to zdziwiło więc od razu sprawdziłem kto dzwonił. To była Sophie. Starałem się do niej dodzwonić jednak włączała się poczta głosowa. Zabrałem się za odsłuchiwanie poczty głosowej. To co usłyszałem przeraziło mnie.

-------------------------------------------------------------------
Kochani mam dla was kolejne 3 rozdziały które specjalnie napisałam bo jak mówiłam wyjeżdżam do Rzymu ;) Zostawiam wam do oceniania te rozdziały i mam nadzieję że wrócę na majówkę <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz