środa, 16 kwietnia 2014

Kochane pysiaczki :) Przepraszam was że wczoraj nie dodałam nowego wpisu ale mam problemy z internetem i korzystam ze służbowego mamy <3 Bardzo was przepraszam :* Z tej okazji dziś połącze dwa rozdziały w jeden a jutro dodam kolejny :) Cieszycie się? Pysiaki zbliżają się też święta więc bedę miała więcej wolnego czasu :) Rozdziały prawdopodobnie będą pokazywać się codziennnie :) Do czasu kiedy 24 wyjade i nie bedzie mnie przez tydzień <3 Kocham was mocno ale proszę jest coraz mniej wyświetleń ROZGŁASZAJCIE BLOGA!!! Oczywiście jeżeli wam się podoba i KOMENTUJCIE!!! To też dla mnie bardzo ważne :) Miłego czytania
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 6 i 7
        
                                                      ****Perspektywa Sophie****
Kiedy zobaczyłam która godzina mocno się zdenerwowałam. Było wpół do jedynastej (wieczorem oczywiście). Chciałam wracać do domu jednak Hazza i Louis mi zabronili jakbym była małym dzieckiem i kazali się przespać u nich w domu. Specjalnie dla mnie Louis zrezygnował ze swojego łóżka i poszedł spać na kanapie bo pokój gościnny był zajęty przez resztę chłopców. Poszłam się trochę odświeżyć i zmyć makijaż. Po wieczornej toalecie pożyczyłam od Louisa z szafy jakieś dresy i poszłam spać. Kiedy już zasypiałam usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Oczywiście powiedziałam żeby wszedł bo wiedziałam że to któryś z chłopaków. Jednak to co zobaczyłam strasznie mnie zdziwiło. Był to Harry. Chciał ze mną pogadać więc naturalnie się zgodziłam.
                                                   **** Perspektywa Harry'ego****
Gdy upewniłem się że każdy z chłopaków już śpi wszedłem do jej pokoju uprzednio pukając. Chciałem z nią porozmawiać o tym co się dzisiaj stało i wyjaśnić jej wszystko. Widziałem ,że była bardzo zdziwiona moim przybyciem do pokoju Louisa. Odezwałem się:
H:Przepraszam jeżeli cię obudziłem – dodałem speszony
S:Nie masz za co dopiero się miałam kłaść spać. Co tam chciałeś przystojniaku? -
H:No więc miałem zły sen i przyszedłem do ciebie bo z tobą mi się dobrze rozmawia – skłamałem oczywiście żeby nie było
S:Aha ta jasne a tak na serio po co tu przyszedłeś? Mów jak na spowiedzi – wow tym to mnie zdziwiła. Serio umie wyczaić gdy ktoś kłamie
H:No więc chciałem ci naprawdę podziękować za dzisiejszą rozmowę i chciałbym ci to wszystko wyjaśnić , bo ty mi pomogłaś a nawet nie wiesz dlaczego płakałem – odparłem
S:Zgaduję że chodzi o dziewczynę.
H:Dokładnie to o byłą dziewczynę. - zacząłem jej wszystko opowiadać i jak to między mną a Taylor było i po prostu to z siebie wyrzuciłem .
S: Oj będzie dobrze nie martw się. Na pewno znajdziesz swoją miłość w życiu – gdyby tylko znała prawdę, ale nie ,nie mogę jej tego teraz powiedzieć my prawie się nie znamy i nie chciałbym jej spaprać życia przez zazdrosną Taylor
H:Ja wiem ale ja po prostu już sobie nie daję rady. To dla mnie za dużo jak na jeden raz.
S:Spokojnie Harry , oddychaj i patrz mi w oczy . Już będzie dobrze – uspokajała mnie i w taki sam sposób jak wcześniej głaskała po włosach a ja tylko się do niej tuliłem. Czułem się tak wyjątkowo w jej ramionach i nie wiedzieć kiedy zrobiła się druga rano i przypadkowo zasnęliśmy razem w łóżku. Rano obudziło nas światło flesza z komórki. Zaspany wykrzyczałem
H:Co się dzieje? -gdy nagle wstała Sophie. Na co odpowiedział mi tylko śmiech Zayn'a
Z:Zrobiłem wam fotę i wstawiłem na twittera , instagrama i fejsa z dopiskiem „moje kochane miśki” i oznaczeniem was obojga.
H i S: Co zrobiłeś ? - spytaliśmy oboje wkurzeni
Z:Wstawiłem waszą wspólną fotę do sieci – powtórzył
H:JUŻ NIE ŻYJESZ MALIK!!! – odpowiedziałem mu – pamiętaj że jestem wszędzie – zagroziłem mu
Z:HAHAH – zaczął się śmiać – I co mi niby zrobisz ? - wystawił język – Miałem was obudzić na śniadanie ale nie mogłem się powstrzymać bo razem wyglądacie tak słodko – widziałem jak Sophie się zarumieniła i od razu rzuciła wielką poduszką w stronę Zayn'a na co ten się zaśmiał i dodał tylko komentarz
Z:Bijesz mnie miękkimi poduszkami. Bardzo mądrze z twojej strony Sophie
S:Oj zamknij się Malik po prostu nie miałam nic innego więc się mnie strzeż. - rzuciła ostrzegawczo po czym dodała – Zaraz zejdziemy tylko się w coś przebierzemy. - i ruszyła w stronę szafy Louisa z której wyjęła granatową bluzę i jakieś dresy.
                                                     ****Perspektywa Sophie*****
Kiedy się przebrałam zeszłam na dól a tam już wszyscy zajadali się śniadankiem zrobionym przez Niall'a.
S:Cześć wszystkim. Jak się spało? - spytałam żeby był jakiś temat
Li: Hmmm... nie za dobrze. Za to tobie musiało się dobrze spać, wtulona w tors Harry'ego – zaczął się śmiać na co rzuciłam mu karcące spojrzenie – czuję się zazdrosny – dokończył swoją wypowiedź
Z:A tak na poważnie to razem wyglądacie tak słodko jak śpicie. Oboje tacy niewinni i się ślinicie przez sen do siebie
H:Ej ja się nie ślinie – powiedział rozbawionym tonem Hazza
N:Dobra koniec rozmów bo boje się ,że zjem wam wszystkie naleśniki a dokładki nie ma – oburzył się Niall – poza tym moje naleśniki są najlepsze na świecie – powiedział z dumą
S:No zaraz się okaże – zażartowałam a cała reszta zaczęła się śmiać z wyjątkiem Niall'a który wyglądał na urażonego. Po śniadaniu chłopcy zaproponowali wspólne wyjście na kręgle po południu. Poprosiłam ich wcześniej o podwiezienie do domu po moje rzeczy. W ciągu 10 minut ubrałam się [tu dać jakiś zestaw] i umalowałam tuszem do rzęs. Zanim założyłam moje czerwone conversy pasujące do zestawu usłyszałam pukanie do drzwi:
S:Proszę – odpowiedziałam natychmiast a w drzwiach zobaczyłam Louisa.
L:Hej co tam? Jak idzie ci szykowanie się bo chłopcy są już trochę niecierpliwi a Niall zaraz wyje ci wszystko co masz w lodówce. - Zaśmiałam się i odpowiedziałam
S:Już zaraz będę gotowa
L:Szkoda że się przebrałaś ,w moich dresach i koszulce w paski wyglądałaś seksownie – odwróciłam się do niego twarzą i zobaczyłam że chyba zorientował się że powiedział to co chodziło mu po głowie. Zarumieniłam się i nic już nie odpowiedziałam.
                                                           ****Perspektywa Louisa****
Kiedy powiedziała że mogę wejść od razu wszedłem do środka. Spytałem się czy jest już gotowa i czy wie że Niall opróżni jej zaraz całą lodówkę , chociaż nie było tam aż tak dużo produktów. Kiedy zauważyłem że jest już przebrana w swoje ciuchy trochę zrobiło mi się przykro. W moich rzeczach wyglądała tak sexi. I nim się obejrzałem zauważyłem że się rumieni i ogarnąłem że wypowiedziałem moje myśli na głos. Wychodząc z pokoju powiedziałem tylko że czekamy na dole i zszedłem do lejących się chłopaków.
L:Chłopaki co się stało??? Nie było mnie niecałe 3 minuty i już się lejecie??? - spytałem zbulwersowany ale to było udawane
N:No sorry ale Harry jest tak wielkim debilem że zabrał mi kanapkę spod nosa – oburzył się Nialler – i to tak wyszło
H: Bo on chciał opróżnić całą lodówkę Sophie choć nawet nie jest jego – opowiedział Hazza - -ja tylko broniłem lodówki Sophie
L:Przestańcie się tłumaczyć i posłuchajcie mnie choć jeden jedyny raz do końca nie przerywając mi – wszyscy spojrzeli się zdziwieni moją reakcją. Fakt było to trochę za ostre. - Nie było mnie przez trzy jebane minuty a wy się już lejecie o byle co. A wy ? - wskazałem palcem na Zayn'iego i Liasia – nie mogliście ich powstrzymać? - spojrzeli na mnie ze zdziwieniem w oczach – To nie dopuszczalne że się tak zachowujecie! - kontynuowałem swoją wypowiedź a wszyscy tylko się na mnie patrzyli – Bo beze mnie nie ma zabawy ! - wykrzyczałem z uśmiechem na twarzy i zacząłem naparzać moich przyjaciół pierwszą lepszą poduszką z kanapy. Wszyscy odetchnęli z ulgą i zaczęliśmy się nawzajem walić poduszkami zapominając gdzie się znajdujemy. W tym właśnie momencie do pokoju weszła Sophie. Wszyscy zastygliśmy w tych pozycjach w jakich znajdowaliśmy się chwilę temu. Widziałem w jej oczach niezadowolenie ale i uśmiech. Nagle się odezwała.

Rozdział 7
                                                         ****Perspektywa Sophie****
Kiedy weszłam do pokoju byłam rozbawiona tym co się tam działo. Miny chłopaków były bezcenne. Wszyscy przyglądali mi się ze zdziwionymi minami i każdy z nich trzymał w ręku poduszkę. Myślałam że wybuchnę ze śmiechu i po prostu zwijałam się śmiejąc się z nie wiadomo czego. Ale chyba mam do tego prawo skoro w moim salonie pomiędzy chłopakami toczy się bitwa na poduszki. Kiedy trochę się opanowałam usiadłam na sofie i przyglądałam się im. Byli na kanapach obok jednak nie sądziłam że któryś z nich się odezwie ,a jednak odezwał się Harry
H:To nie tak jak myślisz – tłumaczył się -
S:A co ja myślę? Ja nic nie myślę. Po prostu nie było mnie jakieś 15 minut a wy już toczycie w moim domu bitwę na poduszki. Poza tym tylko winni się tłumaczą- powiedziałam żartobliwym głosem. Nagle odezwał się Niall
N:To serio nie tak jak myślisz. Nie tak miało wyjść. Chodzi o to ,że … - zatrzymał się – chodzi o to ,że ja po prostu zrobiłem sobie kanapkę z resztek tego co masz w lodówce a Harry się o to spiął i próbował temu zapobiec.
L:Nagle zjawiłem się ja i wkroczyłem między nich. Beze mnie nie ma zabawy więc dla rozluźnienia atmosfery rzuciłem w nich obu poduszką i tak to się zaczęło. Po prostu zorganizowaliśmy sobie czas -skończył myśl Nialla chyba bojąc się o to że palnie coś głupiego.
S:Lou wiem że bez ciebie nie ma zabawy ale czy to powód do rozwalania połowy mojego domu? - spytałam a wtedy odezwał się Liam
L:Oj nie denerwuj się Soph. Poza tym musimy się zbierać do szkoły bo inaczej się spóźnisz na wykłady a chyba nie chcesz mieć złej opinii już drugiego dnia?
S:Masz rację Li. Chciałam się tylko trochę z wami podroczyć żebyście mnie gdzieś zaprosili. A teraz chodźcie bo serio się spóźnię.
Li:Ależ oczywiście panno Sophie. Zapraszam do karocy!! - powiedział a ja tylko się zaśmiałam i ruszyłam z plecakiem w stronę drzwi. Wyszliśmy i ruszyliśmy do szkoły. Po pięciu minutach byliśmy już na szkolnym parkingu. Dzień jak co dzień. Nic nowego w szkole. Skończyłam lekcję wcześniej niż chłopcy więc skazana byłam na powrót do domu piechotą. Włączyłam mojego Ipoda i ruszyłam do domu słuchając właśnie składanki Youtuba gdy coś zauważyłam. Na końcu uliczki była dziewczyna ,która się szarpała. Rozpoznałam ją to była Jessica z naszej uczelni. Pobiegłam w jej kierunku ,chciałam po prostu jej pomóc.
S:EJ TYY.... - zacięłam się w pół zdania bo dobrze wiedziałam kim był ten facet – PUŚĆ JĄĄ!!! - dokończyłam niepewnie zdanie
Matt: O proszę ,proszę kto tu się zjawił!!! -spojrzałam na niego był to ten sam koleś co w knajpce. Myślałam że nogi się pode mną ugną więc odwróciłam wzrok i powtórzyłam
S: PUŚĆ JĄ W TEJ CHWILI!!!
M: I to niby ma być twój wybawca – spojrzał z kpiną na Jessice – hahahahahah – zaczął się śmiać na cały głos.
S:Powtórzę jeszcze raz. Puść ją albo tego pożałujesz! - wykrzyczałam. Niestety znajdowaliśmy się w ślepej uliczce na której nie było ani jednej żywe duszy
M:I niby co mi zrobisz? Zadzwonisz po Stylesa ? Czy może na policję?
S:Zrobię co będę uważała za słuszne . - odrzekłam – A teraz ją puść. Albo skończy się to źle. Ta dziewczyna coś powiedziała – powiedział jakiś nieznany mi głos.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Jak wam się podobało? Pojawił się nowy chłopak do którego mam zamiary w dalszych rozdziałach :) Jutro raniutko jak tylko wstane dodam nowy rozdział :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz