sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 5
                                                    **** Perspektywa Harry'ego****
W drzwiach stała moja była dziewczyna Taylor. Akurat jej spodziewałem się tu najmniej. Kiedy nagle ona się odezwała:
T:Mam tak długo czekać aż się ogarniesz? - stwierdziła fakt,od razu odpowiedziałem:
H:Co ty tu robisz? Nie mam ochoty z tobą gadać – w tle ciągle słyszałem nawoływania moich przyjaciół jednak nie chciałem by Sophie poznała Taylor
T:To już nawet nie mogę przyjść do mojego chłopaka??? - spytała zdziwiona-
H:Chłopaka???? Zerwałem z tobą – prawie wykrzyczałem – nie pamiętasz? Po tym co mi zrobiłaś miałbym dalej z tobą chodzić? - spytałem gdy usłyszałem kroki w moją stronę dobiegające z salonu. Był to Zaynie. Gdy zobaczył w drzwiach Taylor stanął wryty jak ja chwilę temu i powiedział:
Z:Co ty tu robisz Taylor? Hazza nie jest już twoim chłopakiem. Masz stąd iść i nie psuć nam humoru .
T:Oooo... Zaynie – odpowiedziała sztucznie uradowana – jak miło cię spotkać
Z:Nie nazywaj mnie tak szmato
T:Przecież to twoje imię ,a ja przyszłam pogadać z Harry'm a nie z tobą – odgryzła się gdy nagle przypomniało mi się że to ja muszę to załatwić.
H:Taylor już ci to wyjaśniałem że z tobą nie chodzę po tym jak mnie zdradziłaś i to z takim dupkiem jak Jackson,oboje jesteście siebie warci . Jeżeli chcesz możemy się spotkać i obgadać to jeszcze raz, ale teraz masz stąd spadać. Pamiętaj że z nami koniec jasne? - troche zdziwieni moją reakcją Zayn i Taylor popatrzyli na siebie z nienawiścią. Jackson to taki fiut od zawsze go nie lubiłem. O wszystko konkurowaliśmy gdy któregoś dnia przyszedł do mnie i oznajmił mi że przelizał się z Taylor. Dupek nie? Gdy Taylor odchodziła w furtce pojawił się Liaś (tak go nazywamy ale też jest daddy bo jest najodpowiedzialniejszy). Popatrzył na mnie zdziwioną miną i spytał:
L:Co tu robiła Taylor? I gdzie jest Niall bo mu skrzydełka wystygną – jak na zawołanie pojawił się Niall by nas wszystkich zagonić do domu. Weszliśmy jednak nie odpowiedziałem na żadne pytanie ze strony chłopaków. Udałem że źle się czuję (choć w duchu tak było,bo samo wspomnienie o Taylor nie daje mi żyć) i pożegnałem się z wszystkimi mówiąc że idę do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku,włączyłem muzykę w telefonie i zacząłem rozmyślać nad swoim życiem.

                                                      ***** Perspektywa Sophie******
Kiedy Niall , Harry i nieznany mi mężczyzna (choć domyślałam się że pewnie to był Liam) weszli z powrotem do domu od razu zauważyłam smutną twarz Harry'ego. Zwykle był radosnym ,pełnym energii chłopakiem ,jak Niall. Kiedy ten poszedł do kuchni po szklankę wody ja zapoznałam się z Liam'em.
Li:To ty pewnie jesteś to tajemniczą osobą ,którą chłopcy chcieli mi przedstawić – uśmiechnął się szeroko – Jestem Liam – wyciągnął dłoń w moim kierunku
S:Hej pewnie tak. Ja jestem Sophie. Miło mi cię poznać Liam.- uśmiechnęłam się w jego kierunku gdy nagle przyszedł Harry i poinformował nas o tym że nie najlepiej się czuję jednak ja widziałam ,że było to kłamstwo. Z niewiadomych przyczyn ten chłopak wydawał mi się bliski choć naprawdę znałam go tylko kilka godzin. Może to dlatego ,że mnie uratował albo po prostu zależało mi na tym by w nowej szkole mieć przyjaciół. Sama już nie wiedziałam. Wiedziałam jednak co mam zrobić. Przeprosiłam chłopaków i powiedziałam że pójdę sprawdzić co z Hazzą. Oni oczywiście zaakceptowali mój pomysł ,więc od razu udałam się do pokoju Hazzy choć nawet nie wiedziałam którędy do niego. Nie miałam dużego wyboru więc kiedy natknęłam się na łazienkę stwierdziłam że pokój powinien być naprzeciwko. Dobrze mi się wydawało. Zapukałam i usłyszałam ciche proszę .Weszłam jednak nie spodziewałam się takiego widoku. Był to zapłakany Harry. Od razu podeszłam do niego i pozwoliłam by ułożył się wygodnie na mojej klatce piersiowej i po prostu płakał. Powiedziałam mu tylko:
S:Płacz ile chcesz ja tu jestem ,już ciiii.... - mówiłam jednocześnie głaszcząc go po głowie. Do głowy wpadł mi pewien pomysł. Zaczęłam cicho śpiewać piosenkę, którą mama zawsze śpiewała mi gdy się czegoś bałam. Nagle wszystko ucichło i słychać było tylko szum wiatru i mój śpiew. Harry powiedział:
H: Dziękuję że do mnie przyszłaś. Wcale nie musiałaś tego robić a jednak. Skąd wiedziałaś ,że ja … - przerwałam mu nagle
S:Wiesz znam cię od kilku godzin ale czuje jakbym znała cię całe życie. Nie wiem o tobie wiele ale ty masz tak samo. Ja po prostu widzę kiedy mój przyjaciel cierpi i nie mogę przejść obok obojętnie. Pamiętaj ja zawsze będę z tobą. - odpowiedziałam a on się uśmiechnął
H:Wiem że mogę na tobie polegać ,a ty na mnie . Czasem czuję się taki samotny z tym wszystkim. Wiem że mam chłopaków i mogę im to powiedzieć, wygadać się ale chodzi o to że oni nie zrozumieliby mnie tak jak ty – moje policzki przybrały nieco bardziej czerwony kolor. Po prostu się zarumieniłam gdy tylko o mnie wspomniał czy to możliwe?
S: Oooo... Dziękuję Hazza i pamiętaj że jak masz jakiś problem to możesz mi powiedzieć. Ja nie będę naciskać teraz żebyś mi powiedział o co chodzi ale nie zrób nic głupiego dobrze? - przytaknął na co ja go tylko opatuliłam moimi ramionami.
H:Wiesz że masz bardzo ładny głos? - palnął a ja nieco się uśmiechnęłam choć nikt mi nigdy tego nie powiedział poczułam się wyjątkowo.
S:No nie wiem po prostu śpiewam od dzieciństwa i lubię to robić ,ale dziękuję. - oboje się do siebie uśmiechnęliśmy gdy ja się spytałam:
S:To co zejdziemy na dół do reszty chłopaków? -on przytaknął i szybko zszedł z łóżka podając mi rękę
H:Madame czy zechce pani zejść ze mną na dół na filiżankę ciepłej herbaty? - spytał żartobliwym tonem
S:Oczywiście panie Styles to byłby dla mnie zaszczyt i oboje z uśmiechem wymalowanym na ustach zeszliśmy na dół. Ja ruszyłam w stronę kuchni a on salonu by spytać się czy któryś z chłopaków chce herbatę lub kakao. Chwilę później za mną pojawił się loczek mówiąc że tylko Niall chce kakao – ahh ten nasz głodomor . Od razu zaczęłam przygotowywać potrzebne składniki i już pięć minut później dołączyliśmy z loczkiem do salonu trzymając kubki w dłoniach. Podałam Niall'owi kakao i usiadłam na wolnej sofie a chwilę później zrobił to Harry siadając naprzeciwko mnie. Wreszcie odezwał się Louis:
L: Widzę że udało ci się postawić loczka na nogi – zachichotałam i odpowiedziałam
S:Sam zaproponował zejście na dół ja się nim tylko zaopiekowałam – nagle wszystkie spojrzenia przeszły na loczka na co ten tylko powiedział:
H:No co? - i nagle wszyscy wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam wszystkich którzy lubią Taylor ale musiałam wprowadzić nową postać. W tym opowiadaniu Taylor nie będzie miła. Będą knowania itp. Dodaje już dzisiaj bo jutro znowu będę w gościach :) Więc macie wcześniej tylko wyświetlenia i KOMENTARZE!!!! Następny rozdział we wtorek jeśli się nie mylę! O resztę pytać i komentować!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz