Rozdział
11
****Perspektywa Harry'ego****
Poszliśmy do knajpki
na śniadanie bo każdy kazał mi wyluzować. Jednak ja nie jestem
jak Niall że uważam ,że jedzenie rozwiąże każdy problem. Ale tu
chodzi o duży problem – o Sophie. Przeprosiłem znajomych i
Jessice i po zjedzeniu niewielkiej ilości jedzenia chciałem wyjść
z kanjpki. Jednak podszedł do mnie Louis i szepnął na ucho:
L:To widać że ją
kochasz! Jak nie chcesz wyjść na mięczaka przy chłopakach to się
uspokój. A i jeszcze jedno powiedz jej to.
H:Co mam komu
powiedzieć?
L:Nie udawaj że nie
wiesz o co mi chodzi, a raczej o kogo. To widać że pomiędzy wami
jest chemia , ale to ty musisz zrobić pierwszy krok debilu.
H:Ale Louis ja serio
nie wiem o czym ty do mnie mówisz. - choć tak naprawdę wiedziałem
że chodzi o Sophie – Więc daj spokój i wracaj do chłopaków.
L:Przemyśl to co ci
powiedziałem Harry. Siema stary.
H:Ta siema. - i
poszliśmy w swoje drogi. Lou wrócił do chłopaków i Jess ,a ja
ruszyłem w stronę pobliskiego parku. Zawsze tam chodziłem jak
miałem jakiegoś doła. Była tam taka polanka z widokiem na
niewielki staw. Ten widok zawsze mnie uspokajał. Po drodze
rozmyślałem nad tym co powiedział mi Louis i dlatego o mało co
nie wszedłem na znak drogowy. Gdyby nie jakaś pani z dzieckiem
która krzyknęła do mnie uważaj! Pewnie bym na niego wszedł.
Doszedłem do wniosku ,że może Lou ma rację może to ja powinienem
zrobić ten pierwszy krok. Nie powinienem czekać bo życie i
ukochana przelecą mi przed oczami. Byłem już prawie nad stawem gdy
w oddali ujrzałem....
**** Perspektywa Louisa****
Byliśmy w knajpce na
śniadaniu jednak ja nie byłem już głodny. W środku czułem się
jak Harry ale nie chciałem tego pokazywać. Jestem nieco bardziej
opanowany na zewnątrz niż Harry ale zawsze rozdziera mnie to od
środka. Jak zobaczyłem że Harry już się z nami żegna wyszedłem
za nim z knajpki pod pretekstem ,że czegoś zapomniał wziąć.
Chciałem ,żeby stracił jakiekolwiek szanse u Soph. W końcu to ja
ją pierwszy poznałem i opowiadałem o niej chłopakom. No więc
powiedziałem mu tak::
L:To widać że ją
kochasz! Jak nie chcesz wyjść na mięczaka przy chłopakach to się
uspokój. A i jeszcze jedno powiedz jej to.
H:Co mam komu
powiedzieć? - zgrywał twardziela
L:Nie udawaj że nie
wiesz o co mi chodzi, a raczej o kogo. To widać że pomiędzy wami
jest chemia , ale to ty musisz zrobić pierwszy krok debilu. -
powiedziałem do niego. Miałem nadzieję ,że tak go podpuszczę.
H:Ale Louis ja serio
nie wiem o czym ty do mnie mówisz. -ta jasne a ja to idiota? Widzę
przecież że ciągle o niej myśli – Więc daj spokój i wracaj do
chłopaków.
L:Przemyśl to co ci
powiedziałem Harry. Siema stary. - poinformowałem na odchodne.
H:Ta siema
Wróciłem do chłopaków
i i Jessici i też chwilę później ruszyłem w stronę domu.
Rozdział
12
****Perspektywa Sophie****
Już ponad trzy godziny
siedzę nad tym jebanym stawem i nie mam żadnej odpowiedzi na
jakiekolwiek pytanie. Patrzenie w taflę wody zawsze mi pomagało,
ale chyba nie tym razem. Już miałam się zbierać gdy nagle na
swoich biodrach poczułam czyjeś ręce. Delikatnie się obróciłam
żeby sprawdzić kto to i zauważyłam Harry'ego.
H:Co ty tu robisz?
Nareszcie cię znalazłem!Tak bardzo się o ciebie martwiłem – i
zaczął wyściskiwać z całej siły co mi nie pasowało bo był
dość silny.
S:Po pierwsze to mnie
puść bo zaraz mnie udusisz Harry – ledwo co wydukałam a on jak
na rozkaz od razu mnie puścił. Odpowiedziałam – dziękuję. Nie
musiałeś się martwić ,żyję i jestem cała i zdrowa .
Przepraszam że tak po prostu wyszłam i zostawiłam kartkę papieru
,ale muszę sobie wszystko przemyśleć, poukładać.
H:Nie masz za co ale na
drugi raz informuj nas bardziej co?
S:No dobrze. Więcej
tak nie zrobię.
H:To co chcesz iść na
lody? – nagle zmienił temat.
S:Harry nie zrozum mnie
źle ale nie dzisiaj. Przepraszam was bardzo za zamieszanie. Tylko
przynoszę kłopoty. Naprawdę nie dzisiaj.
H:Odmówisz mi? Takiemu
przystojniakowi?
S:Przystojniaku
naprawdę mi przykro. - i uśmiechnęłam się skrycie
H:A czy mogę chociaż
panią odprowadzić do domu ?
S:Oczywiście Panie
Styles. Z wielką przyjemnością – i znów się uśmiechnęłam
jednak teraz już tego nie ukrywałam. Szliśmy w ciszy jakbyśmy
bali się do siebie odezwać. Ja po prostu bałam się odezwać. Gdy
doszliśmy pod mój dom powiedziałam do niego:
S:Harry mogę cię o
coś poprosić?
H:O co tylko chcesz. -
stwierdził, choć widać było że był zmartwiony.
S:Powiedz chłopcom że
dziś się ze mną spotkałeś i że żyje. I proszę cię dajcie mi
trochę czasu. Jutro nie będzie mnie na uczelni. Dajcie mi trochę
czasu , dobrze?
H:Ale ja nie mogę cię
tak zostawić z problemami! - prawie wykrzyczał przez co sąsiedzi
odwrócili się w naszą stronę.
S:Nie przejmuj się
Harry naprawdę. To tylko chwila. Tylko obiecaj mi że o mnie nie
zapomnisz.
H:Obiecuję że o tobie
nie zapomnę.
S:Dzięku... - i nagle
jego usta przywarły do moich w namiętnym pocałunku który o dziwo
odwzajemniłam. Zaraz stop! Soph!! Ty się nie możesz zakochać nie
w tej chwili! Nie zwalaj tego wszystkiego na innych. Zanim się
zorientowałam Harry'ego już nie było. Weszłam do domu, wzięłam
ze sobą duży kubek lodów i poszłam położyć się na kanapie pod
kocyk. Siedziałam tam tak chyba kilka godzin albo kilka minut. Już
nie wiem straciłam poczucie czasu oglądając jakieś durne seriale
w telewizji. Nagle dostałam wiadomość. Jednak na dzisiaj wystarczy
mi wrażeń więc nie sprawdzałam kto pisze tylko odpłynęłam w
krainę Morfeusza.
****Perspektywa Louisa****
Byłem bardzo
zmartwiony. Kiedy Harry przyszedł wydawał się taki niedostępny ,a
kiedy się go spytaliśmy co się stało on tylko powiedział ,że
Soph chcę wolnego i mamy się z nią nie kontaktować. Martwiłem
się bo wysłałem jej już chyba z 10 wiadomości a ona nie
odpisuje. Nigdy tak nie było,że nie odpisuje. Uspokajałem się
jedynie tym ,że Harry ją odprowadził pod sam dom więc jest na
pewno tam. Może już śpi. W końcu dużo zaszło w ciągu tego
tygodnia. Podobno ma jej jutro nie być na uczelni. Tym gorzej
chciałem ją zaprosić na romantyczną kolację. Spędzić trochę
czasu z nią sam na sam. Bez chłopaków, Jessici tylko ona i ja.
Czemu ja zawsze mam w życiu pecha?
****Perspektywa Hary'ego****
Wróciłem do domu i
opowiedziałem wszystko chłopakom. Oczywiście oprócz sceny z
pocałunkiem. Nie mogę im o tym powiedzieć. Najbardziej zdziwiło
mnie to że Soph odwzajemniła pocałunek i chyba jej się nawet
spodobał ,ale czy mam u niej jakieś szanse? Pocałunek pocałunkiem
,ale nie wiem czy ona coś do mnie czuje. Poza tym powiedziała że
chcę trochę czasu. Już sam nie wiem co mam o tym myśleć a nie
mam się komu wygadać. Mama i Gemma na pewno wiedziałyby co zrobić
,ale są daleko stąd. Wyjechały na jakieś wakacje czy coś. Nikt
mi nie może pomóc , a chłopakom to już o tym pocałunku na pewno
nie powiem. Po prostu zaczęliby się śmiać ze mnie jaki to ja
idiota jestem itp. Nie wiem co mam robić. Pójdę położyć się
spać to podobno pomaga .
Rozdział
13
****Perspektywa Taylor****
Kiedy wczoraj wieczorem
wracałam sobie do domu zauważyłam na ulicy Harry'ego. Już
chciałam do niego podejść gdy pojawiła się jakaś dziewczyna.
Zaczęłam ich śledzić i chyba mi się nawet to udało bo mnie nie
zauważyli. Chociaż wcześniej nie próbowałam tego robić.
Wydawało mi się że szli w ciszy. Nagle stanęli przed jakimś
domem jak się później okazało tej ździry. Na w razie czego
zapisałam sobie jej adres w telefonie. Najbardziej zabolało mnie to
że Harry zaczął się z nią całować. Tak to nie będzie , ta
ździra może popsuć moje plany odzyskania Hazzy. Już chciałam
podejść i ją spoliczkować za to .gdy ktoś złapał mnie za
ramię. Powolnym gestem odwróciłam się. To był Matt. Strasznie go
nie lubiłam.
T:Czego ode mnie chcesz
Matt?
M:Powiedzmy tak: chcę
się zemścić na Harry'm i tej dziewczynie – wskazał palcem tą
dziewczynę z którą jeszcze chwilę temu Harry się miział.
T:A co ja mam wspólnego
z twoją zemstą na nim co? Ja go kocham.
M:Ale ty tępa jesteś!
Chcę w ramach zemsty przelecieć tą jego laskę. Przez nią
dostałem manto już dwa razy.
T:A co ma to wspólnego
ze mną? Co miałabym robić?
M:Chodź obgadamy to
gdzie indziej nie tu przy wszystkich. - ruszyliśmy w stronę
szkolnego placyku. Kiedy tam dotarliśmy obmyśliliśmy dokładnie
plan. Następnego dnia ruszyłam po potrzebne mi rzeczy do zemsty.
Akurat miałam wolne w pracy więc poszłam do galerii. Umówiłam
się z Matt'em wieczorem na placyku żeby jeszcze raz obgadać
wszystko dokładnie. Ruszyłam w stronę placyku i już tylko
czekałam na Matt'a.
*Następnego dnia wieczorem*
****Perspektywa Sophie****
Przemyślałam sobie
wszystko i doszłam do wniosku że muszę o tym wszystkim pogadać z
Harry'm. Ubrałam się w to co zwykle i wyszłam z domu.
Kierowałam się do domu Harry'ego i Louis'a. Bo jeszcze pamiętam
drogę. Postanowiłam że przejdę sobie przez park bo tak będzie
szybciej.
****Perspektywa Harry'ego****
Dzisiaj wieczorem
jestem sam w domu bo Louis gdzieś wyszedł ze swoją przyjaciółką
Eleonor. Właśnie jadłem sobie kolację gdy usłyszałem dzwonek do
drzwi. Myślałem że to Louis zapomniał czegoś wziąć więc
ruszyłem w kierunku drzwi wyjściowych by je otworzyć. To co
ujrzałem bardzo mnie zszokowało. W przedsionku stała Taylor.
Prawie naga tylko w cienkim szlafroku. Nie powiem ciało ona ma
boskie. Zaraz! STOP Harry ! Ty przecież kochasz Sophie. Wczoraj się
całowaliście. No już ogarnij się! Jednak nim się zorientowałem
wylądowałem z Taylor w łóżku. Ta noc w ogóle nie powinna mieć
miejsca! Jak się okazało później nie bez przypadku Taylor u mnie
była. Rano kiedy się obudziłem nasze rzeczy były porozrzucane po
całym moim pokoju. Taylor jednak wczoraj nie zachowywała się
normalnie. Były jakieś kajdanki i jakiś bat. Było też wino. I
nic więcej nie pamiętam z tej nocy. Wziąłem mój telefon do ręki
a tam ujrzałem chyba z 5 nieodebranych połączeń i nagrań
pocztowych. Bardzo mnie to zdziwiło więc od razu sprawdziłem kto
dzwonił. To była Sophie. Starałem się do niej dodzwonić jednak
włączała się poczta głosowa. Zabrałem się za odsłuchiwanie
poczty głosowej. To co usłyszałem przeraziło mnie.
-------------------------------------------------------------------
Kochani mam dla was kolejne 3 rozdziały które specjalnie napisałam bo jak mówiłam wyjeżdżam do Rzymu ;) Zostawiam wam do oceniania te rozdziały i mam nadzieję że wrócę na majówkę <3
